Oko Nigdy Nie Śpi 2017

1 marca, 2021 @ 08:00

Oko nigdy nie śpi IV „SZAŁ I SZALEŃSTWO” (2017)

Czwarta edycja festiwalu odbyła się w dniach 14–17 lipca 2017 roku pod hasłem „SZAŁ I SZALEŃSTWO”, a jej działania miały miejsce w Bydgoszczy i w Pałacu Lubostroń. W wydarzeniu uczestniczyło około 50 artystów i naukowców, prezentując m.in. znaczącą wystawę „3 x Topor” oraz wykorzystując do pokazów filmowych mobilny „Cinebus”. Główną ideą tej odsłony było badanie procesu autotransgresji – prób wyrwania się z ograniczeń ludzkiej kondycji i cielesności w celu dotarcia do wewnętrznej prawdy o sobie. Ważnym wymiarem spotkań była gra interpretacyjna angażująca wszystkich uczestników oraz film realizowany przez gości z Francji. Program dopełniły prelekcje, wyprawa krajoznawcza Podróż do źródeł oraz premiera operetki Andy w wykonaniu Społecznego Chóru Czarnego Karła.

Oko Nigdy Nie Śpi IV 2017

Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz, Performance, Graoko, prowadzenie - Bisz, koncepcja - Piotr Różycki, Pałac w Lubostroniu

Warstwę ideową „OKA“ opisuje uczestnik spotkań prof. Zbigniew Mikołejko.

Opis tekstu: Zbigniew Mikołejko postrzega szał i szaleństwo jako formę autotransgresji, która pozwala człowiekowi wyrwać się z ograniczeń przypisanej kondycji oraz cielesności w celu dotarcia do nowych światów wewnętrznych. Według autora sztuka i religia świadomie wkraczają na tę drogę, aby poprzez przemianę wartości i nieoczekiwane wizje wyrazić protest przeciwko skończoności ludzkiego bytu oraz kulturowym postaciom zniewolenia. Czwarta edycja festiwalu odwołuje się do tej idei, łącząc tradycję „boskiego szaleństwa” (furor divinus) i surrealizmu z doświadczeniami współczesnych twórców.

Przekraczamy siebie – nie tylko tworząc, ale po prostu żyjąc – na wiele sposobów. Na wiele sposobów staramy się dokonać „samoprzekroczenia”, autotransgresji: wyrwać się z matni przypisanej nam kondycji i z naszej cielesnej powłoki – i znaleźć się „gdzie indziej”, w innym stanie i miejscu, powiedzieć sobie, jak objawiający poeta francuski, Arthur Rimbaud, że „JA to Ktoś Inny”. Szał i szaleństwo to jedna z tych dróg, nawet wówczas, gdy łączą się z chorobą czy destrukcją, z cierpieniem, odrzuceniem i przekleństwem, z separacją i naznaczeniem.

Sztuka, a także religia, od zarania po czas współczesny, nie abstrahują od tej drogi. Przeciwnie, wkraczają na nią bez oporu, bez oporu chcą mieć – i rzeczywiście mają – swój rozmaity udział w tej wędrówce. I czynią z niej coraz to inny użytek, nawet wówczas, gdy bywa to użytek niebezpieczny. Chodzi im w końcu o przekroczenie granic, o przemianę wartości, o znalezienie się w przestrzeniach i sytuacjach dotąd nieprzemierzonych, dotąd niedoświadczonych i niezdobytych. O nieoczekiwane stany ducha i wizje. O niezgodę na rzeczywistość zastaną i oswojoną, wolną od wszelkiego niepokoju twórczego. O odkrycie w nas – w końcu – nowych światów wewnętrznych i nowych możliwości. Także, wreszcie, o protest – czy to metafizyczny, wymierzony w poczucie naszej skończoności, wobec naszego „wrzucenia w świat” i bytowania ku śmierci, czy to kulturowy albo społeczny, wymierzony z kolei w rozmaite postaci zniewolenia, w przemoc wspólnotowego dyskursu.

Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz, Operetka, Społeczny Chór Czarnego Karła - Andy, Pałac w Lubostroniu

Na takiej właśnie drodze „oko nigdy nie śpi”. A ta jego bezsenność, ta jego szczególna czujność czy też wrażliwość, jest pospólnym dziełem ludzi sztuki i wiary. Nie darmo przecież starożytni mówili o furor divinus, „boskim szaleństwie” artystów, nie darmo wszystkie wielkie tradycje duchowe miały swoich jurodiwych, „szaleńców Bożych”. Łączy się tu zatem w jeden bogaty i różnorodny dukt ekstaza świętych z uniesieniem czy wręcz szaleństwem ludowego rytuału, nie darmo tradycja romantyczna albo surrealizm (wystarczy przywołać nazwiska Artauda, Bataille’a, Buñuela, Topora) penetrowały, w poszukiwaniu wzorców transgresji te sakralne obszary, które wiązały się z szaleńczymi formami ascezy i pokuty, z mistycznymi „nocami duszy” i paroksyzmami wiary, z wizjonerstwem i naruszaniem tabu, z prowokacją i buntem, z bluźnierstwem i manią.

W czwartym swoim wydaniu sympozjum „Oko nigdy nie śpi” pragnie odwołać się do tej drogi i do tej szczególnej więzi – przypominając zarówno niektóre tradycje artystyczne i duchowe europejskiego Wschodu i Zachodu, jak ukazując ich obecność w doświadczeniu artystów współczesnych.

Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz, Operetka, Społeczny Chór Czarnego Karła - Andy, Pałac w Lubostroniu

Na początku był podwieczorek

(Gazeta Wyborcza, 5 maja 2017)

Składamy się z osób nie bardzo znanych, nie bardzo wyjątkowych. Jesteśmy dość przeciętni, ale razem mamy dużą siłę i masę. Jak Czarny Karzeł.

ROZMOWA Z MARTĄ FILIPIAK, ARTYSTKĄ, REŻYSERKĄ, MALARKĄ organizatorką Festiwalu „Spotkania Nieprzypadkowe. Oko nigdy nie śpi”

ALEKSANDRA LEWIŃSKA: Można o was mówić „bydgoscy surrealiści”?

MARTA FILIPIAK: Równie dobrze surrealistami nazwać można twórców „dobrej zmiany” (śmiech). Nie chcemy się wsadzać w takie pudełko. Choć niewątpliwie dużo z tego nurtu czerpiemy. Pomysłu, by kręcić film o przelocie czerwonych psów na niebie, oglądanym przez grupę somnambulików, nie można nazwać inaczej niż: surrealistyczny.

Ekipa Czarnego Karła, która nakręciła Sny Mani, nie miała wątpliwości, że to temat bardzo filmowy (śmiech). Kim jest Czarny Karzeł?

Powstał w 2009 r. i tak naprawdę wyrósł z melancholii. Wszystko zaczęło się w mojej głowie. Siedziałam w lesie we Wdzydzach, u przyjaciół. Myślałam o przemijaniu: o tym, że piję ze starej filiżanki, z której ktoś pił wiele lat przed mną… Patrzyłam na stare fotografie rodzinne: na pierwszym planie pradziadek, na drugim babcia, mój tata. Pokój stołowy w rodzinnym domu mojej babci w Chełmnie. Drugie zdjęcie podobne, ale już bez osób z pierwszego rzędu. Na drugim planie moja siostra, ja. Patrząc na te zdjęcia i popijając herbatę, poczułam, że chciałabym to pokazać. I że malarstwo, którym dotąd się wyrażałam, to za mało. Że chcę poruszyć ten obraz.

I pomyślałaś o filmowaniu.

Nie od razu. Najpierw zaplanowałam podwieczorek. Zaprosiłam do siebie przyjaciół. Zbudowałam stół dla dwudziestu osób, zorganizowałam ucztę: jedzenie, wino. Ale na stole położyłam też przedmioty, które są dla mnie ważne, które o moim życiu opowiadają: papierowy okręt, który zrobił kiedyś mój dziadek, tandetna biżuteria, zdjęcia. Dla gości przygotowałam kostiumy, wypożyczone z teatru. Uprzedziłam, że to będzie bardzo długi podwieczorek, bo potrwa dwie doby.

Kogo zaprosiłaś?

Bliskich. Tych, których chciałabym widzieć na swoich urodzinach. Przy jednym stole spotkali się m.in. fryzjerka, adwokaci, biznesmeni, bezrobotni, ale też artysta plastyk i performer Grzegorz Pleszyński, fotograf Łukasz Owczarzak. Był też astrolog Piotr Piotrowski, filozof Arkadiusz Tabero i Maciej Cuske, filmowiec, który miał podwieczorek zarejestrować. Wszystkich poprosiłam, by nastawili się na rozmowę o snach. Na początek każdy gość musiał wybrać sobie kostium. Przygotowałam mnóstwo sukien, surdutów, peruk. Wizażystki na miejscu robiły makijaże. Zasadą było, że jeśli ktoś chciałby zmienić miejsce, musi zmienić kostium. W pewnym momencie to przebieranie się przestało być frajdą, zaczęło być problemem.

Bo?

Na początku kostium był wyborem. Potem przymusem. Początkowo, jako świadomie wybierany – jak maska w starożytnym teatrze – jakieś cechy eksponował. Symbolizował coś, w jakimś sensie wyrażał przebranego. Pozornie zakrywał, ale tak naprawdę odkrywał, opowiadał. Z czasem jednak wybór się kurczył i każde nowe przebranie coraz bardziej ograniczało. A przy stole spędziliśmy dwie doby, z przerwą na sen. Zmiany kostiumu były koniecznością, jako warunek ruchu. Początkowo każdy usiadł, gdzie chciał. Z czasem ten porządek się zaburzył. Doszło do tego, że mężczyźni przebierali się w sukienki, kobiety w niewygodne męskie stroje. Sytuacja stała się, delikatnie mówiąc, niewygodna i to był przełom.

Wymęczyłaś gości…

Raczej zaskoczyłam! A to sprzyjało rozmowom. O przemijaniu, o snach, o tym, czym jest rzeczywistość, gdzie jesteśmy, kiedy śpimy… Podczas tego wieczoru zawiązał się właśnie Czarny Karzeł. Nazwa była przypadkowa. Później sprawdziłam i okazało się, że oznacza gwiazdę, której światło gaśnie, a masa wzrasta. Tak jak my. Bo składamy się z grupy osób nie bardzo znanych, nie bardzo wyjątkowych. Jesteśmy dość przeciętni, ale razem mamy dużą siłę i masę. Możemy bardzo wiele zrobić. Film z tego podwieczorku to pierwsza produkcja Czarnego Karła.

„Sny Mani”.

Byłam wtedy kompletną filmową dyletantką. Gdy zaprosiłam Macieja Cuske z kamerą, zapytał, czy mam światło, odpowiedziałam: „oczywiście”, myśląc o żyrandolu zwisającym z sufitu (śmiech). Nasz film można nazwać dokumentem, Maciej dobrze nas zaobserwował.

Jak to się stało, że fryzjerka i biznesmen zaczęli robić sztukę?

To magia Czarnego Karła.

Poważnie pytam.

A ja zupełnie poważnie odpowiadam. Gdy rzuciłam przy podwieczorku hasło: „zróbmy film!”, usłyszałam: „róbmy, fajnie”.

Scenariusz?

Nie miałam. Bazowałam na swoich dwóch snach. Pół roku później, w pałacu w Ostromecku, nakręcił je Maciej Cuske. Dziwny bal na zamku, grupa somnambulików, która wyrusza raz na sto lat na wielkie widowisko, jakim jest przelot czerwonych psów na niebie.

Filmy wyglądają na precyzyjnie reżyserowane. Nie wierzę, że to była improwizacja.

Jestem malarką, więc bardziej opowiadam obrazem. Wszystko sobie wcześniej wyrysowałam.

Łatwo ożywić obraz?

Nigdy nie malowałam tego, co widzę, nie odwzorowuję zewnętrznej rzeczywistości jeden do jednego. Obrazy zawsze najpierw budowały się we mnie, potem je komponowałam w realu, wykorzystując modeli, w końcu fotografowałam. Przy kręceniu pierwszego filmu przygotowywałam się podobnie. Tylko pogodę narysowałam inną (śmiech). Pokrzyżowała nam szyki, ale dzięki temu wyszedł ciekawszy obraz. Chciałam zrobić bal na tarasie pałacu w Ostromecku, filmowany z zewnątrz, ale że była straszliwa ulewa, kręciliśmy w oranżerii, do której napuściliśmy dużo dymu. Grupa zamknięta w szklanym akwarium, podświetlona na zielono. O wiele korzystniej to wyszło, niż planowałam. Gdy mówię: „improwizowałam”, myślę o tym, że nie miałam wówczas absolutnie żadnego doświadczenia. I ani złotówki. Ale za to trzydzieści osób z ogromnym zapałem do zrobienia filmu. Pomogło nam mnóstwo życzliwych osób: dyrekcja pałacu w Ostromecku pozwoliła całej ekipie spać w śpiworach na strychu, specjalnie dla nas opryskiwał park środkiem na komary. Pomogły też zakłady energetyczne.

???

Potrzebowaliśmy prądu. Na plener wybrałam najbardziej odległy zakątek od pałacu, gdzie żaden przewód elektryczny nie dojdzie. Poszłam więc do dyrektora Enei i poprosiłam o pomoc. Spytał jedynie: jaki? I zadowolił się odpowiedzią: fabularny. Pomogli, złotówki za to nie wzięli. Te partyzanckie czasy wspominam z nostalgią.

Dziś już trudno traktować was jak „partyzantów filmowych”.

Od 2009 r. zrobiliśmy sporo poważnych projektów artystycznych. Do tych ważniejszych należy m.in. Sobotnia Góra – zekranizowana baśń o wodzie życia, według mojego scenariusza i w mojej reżyserii. Pierwszym przełomem było spotkanie z Bogdanem Dziworskim w 2012 r. Zapisałam się na wszystkie możliwe kursy na Film Spring Open. Nakręciłam z Łukaszem Owczarzakiem dokument, ale tak naprawdę dokument nudził nas dramatycznie. Jesteśmy z innej bajki: kochamy rozmach, kostiumy, Felliniego. Dziworski taktownie nie kręcił nosem, oglądając nasze „dzieło”, ale pokusiło mnie, by zaraz potem pokazać mu Sny Mani.

„Macie tego więcej?”

Zapytał po obejrzeniu. I tak się zaczęła nasza przyjaźń. I współpraca. Okazało się, że właśnie takich scen potrzebuje do swojego filmu o Stalinie. I nakręciliśmy kilka scen „Plus minus, czyli podróże muchy na Wschód” w Lubostroniu.

Wtedy posmakowaliście profesjonalnej produkcji.

Byliśmy bardzo ciekawi konfrontacji naszych metod z zawodowcami. Pierwszy raz współpracowaliśmy z doświadczonym reżyserem, całą ekipą, profesjonalnym oświetleniem. Zdaliśmy ten egzamin. Dziworski ze zdumieniem obserwował, jak ludzie, choć już w pewnym momencie wykończeni, pracują z zapałem do rana. Potem wielokrotnie powtarzał, że tkwi w was ogromny potencjał twórczy. Już po filmie o Stalinie powiedział, że chce być „małym, czarnym karzełkiem” (śmiech).

I Theatrum Magicum – waszym kolejnym, zupełnie profesjonalnym filmie.

Pierwszym, na który otrzymaliśmy dotację – 200 tys. zł z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej! Film wyreżyserował Marcin Giżycki, z którym poznaliśmy się na „Oku”. Nawiązuje do wczesnych filmów Mélièsowskich, główny bohater to magik – połączenie barona Münchhausena z Georges’em Mélièsem. To opowieść o występach magika pod koniec XVIII wieku w teatrze w Łańcucie.

Kręciliśmy go w oryginalnych wnętrzach z przełomu XVIII/XIX wieku. Jaka była wasza rola w produkcji?

Tworzyliśmy kostiumy, scenografię, rekwizyty: lustra, przez które się przechodzi, pudła, które rosną. W tym projekcie także to my robiliśmy animacje. Od strony formalnej jestem producentką wykonawczą tego filmu. Przy kolejnych projektach pełnię coraz to inne funkcje. Generalnie mówią na mnie matka Czarnego Karła (śmiech).

Brzmi jak obelga.

Ale dlaczego? Karzeł jest uroczym, bardzo twórczym dzieckiem, świetnie się rozwija…

Ma nawet swój chór.

To niesamowity projekt! Tak naprawdę nie miał prawa wyjść.

Bo?

Bo w tym chórze nikt nie umie śpiewać.

Nie wierzę.

Może trochę przesadziłam: mamy kształconą dyrygentkę i barytona po szkole. Poza tym – amatorzy. Część to ludzie z Czarnego Karła, część zgłosiła się przez Facebooka.

Kto śpiewa?

Najmłodsza – Rita, nie ma roku. Najstarszy, Sławek, ma 80 lat. Ja też śpiewam. Całość wymyśliłam wspólnie z Jackiem Puzinowskim. To od zawsze było moim wielkim marzeniem, ale natura mnie głosem nie obdarzyła. Ale to nikomu nie przeszkadza (śmiech). Co tydzień spotykamy się na próbach w budynku Teatru Polskiego. Naszą ideą był właśnie ten brak, deficyt, który przekuwamy w atut. To taki trochę paradoks, ale się sprawdza.

W którym momencie narodziło się „Oko”?

Cztery lata temu uznaliśmy, że my, czyli Czarny Karzeł, chcemy robić więcej. Ostatecznie dołączyliśmy do Fundacji Kultury Rozruch, którą wcześniej założyła Emilia Malczyk, choreografka, z którą współpracowaliśmy wcześniej.

Festiwal „Oko nigdy nie śpi” był waszą pierwszą inicjatywą pod tym szyldem.

Pełna nazwa imprezy brzmi: „Spotkania Nieprzypadkowe. Oko nigdy nie śpi”. Lubimy kameralność, nazwa „spotkania” bardziej do nas przemawia.

Kameralność? Już na pierwszą edycję zaprosiliście ponad 30 artystów i program realizowaliście nawet w nocy.

Bo oko nie śpi! Wtedy tematem był sen, wszystkie prelekcje, happeningi, dyskusje i instalacje wokół snów krążyły. Ale rzeczywiście, w kolejnych latach program bywał najczęściej tak napięty, że normą były działania w nocy.

W zeszłym roku do programu dołączyliście sympozjum relacyjne. Co to takiego?

Zawsze w formule festiwalu mieściły się prelekcje i wykłady. Tym razem to usystematyzowaliśmy. Zaproszeni artyści, filozofowie, naukowcy, psychologowie mogą dowolnie wybrać sobie czas, przestrzeń i formę swoich wystąpień. W tym roku goście odnieśli się do tematu miłości.

Wiadomo już, co będzie tematem tegorocznego festiwalu „Oko nigdy nie śpi”?

Profesor Mikołejko zasugerował nam: szał i szaleństwo. A Agnieszka Taborska, byśmy pokręcili się wokół Rolanda Topora. Myślę, że te tematy są pokrewne i wokół nich przyszłoroczna edycja się potoczy.

ROZMAWIAŁA ALEKSANDRA LEWIŃSKA

Warsztaty filmowe Britt Kootstra / Arvid van der Rijt

autor zdjęć: Marcin Roszczyniała montaż: Łukasz Owczarzak

Cinebus

Cinebus to Mobilne Centrum Edukacji Audiowizualnej, funkcjonujące jako mobilne studio filmowe i telewizyjne. Jest to projekt Fundacji Film Spring Open, prowadzonej przez znanego operatora filmowego Sławomira Idziaka, który pracował przy takich produkcjach jak „Helikopter w ogniu” czy „Harry Potter”.

Na festiwalu „Oko nigdy nie śpi” Cinebus odegrał kluczową rolę jako zaplecze techniczne i realizacyjne dla twórców:

  • Produkcja filmów: W Cinebusie odbywała się część realizacji projektów filmowych powstających w trakcie festiwalu.
  • Wsparcie projektów artystycznych: Wykorzystano go do stworzenia filmu realizowanego przez gości z Francji (Serge Sarfati, Nicolas Topor, Alexandre Devaux, Ariel Termine, Krystyna Mazurówna) oraz filmu dokumentującego grę interpretacyjną, w którą zaangażowani byli wszyscy uczestnicy wydarzenia.

"ŁĄKA ROZKOSZY BARWNYCH"

Fot. Łukasz Owczarzak_Wystawa, 3xTopor, Kuratorzy - Alexandre Devaux, Marek Zieliński, Galeria miejska BWA w Bydgoszczy

Doskonali reżyserzy, bydgoscy artyści i ich niezwykłe filmy

(Gazeta Wyborcza, 16.07.2017)

Marta Leszczyńska

Trwa festiwal „Oko nigdy nie śpi”. Efektem spotkań twórców z całej Europy co roku są nietypowe projekty artystyczne, w tym filmy. Twórcy „Oka..” pracowali już przy produkcjach Marcina Giżyckiego, Bogdana Dziworskiego, a w tym roku na festiwal przyjechał Cinebus Sławomira Idziaka.

Film aktorsko-animowany Theatrum Magicum w reżyserii Marcina Giżyckiego otrzymał nagrodę dla najlepszego krótkometrażowego filmu eksperymentalnego na 3. Festiwalu Filmowym w Santa Cruz w Argentynie. Reżyser, krytyk, historyk filmu i szef poznańskiego festiwalu Animator nakręcił ten obraz przy współpracy z bydgoską grupą artystów Czarny Karzeł. Produkcja odwiedzi jeszcze szereg przeglądów na całym świecie. Film już został zakwalifikowany do konkursów na festiwalach : Polish Short Film Festival w Las Vegas (USA), FLICKERS: Rhode Island International Film Festival w Providence (USA), Busko Film Festival w Budapeszcie (Węgry).

Theatrum Magicum opowiada o występie iluzjonisty na deskach łańcuckiego teatru. Akcja dzieje się mniej więcej w końcu XVIII w. Można w nim łatwo rozpoznać trzy postacie: Kasandra z Parad hrabiego Jana Potockiego, Georges’a Meliesa z jego własnych filmów oraz wielkiego osiemnastowiecznego blagiera barona Munchhausena, jakiego znamy z filmu Karela Zemanai i ilustracji Gustave’a Dore. Scenariusz zawiera aluzje do pisarstwa Potockiego, prehistorii kina i niemych filmów, ale Theatrum Magicum nie będzie wymagał od widza specjalnej erudycji. Powinien być tym, czym w istocie jest każde widowisko iluzjonistyczne – zabawnym, zadziwiającym spektaklem.

– Do filmu tworzyliśmy kostiumy, scenografię, rekwizyty: lustra, przez które się przechodzi, pudła, które rosną. W tym projekcie także to my robiliśmy animacje – opowiada Marta Filipiak, artystka grupy Czarrny Karzeł.

Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz, Pałac w Lubostroniu

Dziworski i Warhol w Bydgoszczy

Dzięki artystom Czarnego Karła dokumentalista Bogdan Dziworski upodobał sobie Bydgoszcz na plenery zdjęciowe. – W ludziach, którzy stoją za festiwalem „Oko nigdy nie śpi” tkwi ogromny potencjał twórczy. Dlatego zawsze chcę tu wracać – mówi filmowiec.

W 2015 r. realizował w naszym mieście zdjęcia do filmu o Andy Warholu Andrew Warhol, moja fabryka, w którym zrezygnował z typowej biografii. – Ważniejszy tu jest obraz, który ma przybliżyć widzom sposób patrzenia na świat artysty. Jest tu dużo abstrakcyjnych wizji, mocno utrzymanych w stylistyce sztuki Warhola – wyjaśnia.

Dziworski imprezę urodzinową Warhola nakręcił w Teatrze Polskim. Tłem dla tego „surrealistycznego party”, na którym nie zabrakło przebierańców – drag queen czy gwiazd, którymi Warhol inspirował się najbardziej, jak chociażby Marilyn Monroe – była scenografia do spektaklu Detroit. Historia Ręki. Część kadrów nakręcił w Lubostroniu podczas festiwalowych happeningów. Z kamerą wybrał się też na ul. Fabryczną, na złomowisko samochodów. Kilka scen nakręcił w synagodze w Fordonie.

Częścią filmu jest operetka Andy. Jej premiera w wykonaniu Społecznego Chóru Czarnego Karła odbyła się wczoraj (15 lipca) w Lubostroniu. Libretto na podstawie wypowiedzi Andy Warhola napisał Jacek Plackowski [Jacek Puzinowski]. Muzykę skomponował Grzegorz Pleszyński, kostiumy zaprojektowała Marta Filipiak. Na scenie zobaczyliśmy m.in. Emilię Natalię Mikołajczyk (sopran, dyrygentka) i Łukasz Przykłockiego (baryton).


14.07.2017. Lubostron . Miedzynarodowe Spotkania Nieprzypadkowe '' Oko Nigdy Nie Spi '' Szał i Szalenstwo . Wyklad prof. Zbigniewa Mikolejko '' W mocy pajak - Kult , Szalenstwo , Ekstaza . Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz

Oko nigdy nie śpi

MAGDALENA LACHOWICZ

(Pałuki, 2017)

Jednym z punktów odbywających się w Lubostroniu Międzynarodowych Spotkań Nieprzypadkowych była piątkowa wyprawa krajoznawcza do Mogilna i Strzelna – czyli Podróż do źródeł. Światy sakralne Kujaw i Pałuk.

14 lipca w Pałacu w Lubostroniu rozpoczął się projekt Fundacji Kultury Rozruch pt. IV Międzynarodowe Spotkania Nieprzypadkowe „Oko nigdy nie śpi”. Są to cykliczne spotkania artystów i naukowców, podczas których odbywają się sympozja i dyskusje. W tym roku tematem przewodnim jest „Szał i szaleństwo w świecie sztuki”. Program trwających do wtorku spotkań wypełniają instalacje, performance, koncerty i rozmowy z twórcami. Wśród gości znajdują się m.in. przedstawiciele francuskiej bohemy: Serge Sarfati, Nicolas Topor, Alexandre Devaux, Ariel Termine oraz Krystyna Mazurówna, Bisz czy Grzegorz Pleszyński i Jolanta Ciesielska.

W trakcie spotkań powstanie film realizowany przez gości z Francji oraz film dokumentujący grę interpretacyjną, w którą będą zaangażowani wszyscy uczestnicy festiwalu. Część realizacji filmowych odbędzie się w Mobilnym Centrum Edukacji Audiowizualnej Cinebus Sławomira Idziaka, wybitnego operatora filmowego, twórcy zdjęć m.in. do Helikoptera w ogniu i Harry’ego Pottera.

Jednym z punktów spotkań była wyprawa krajoznawcza Podróż do źródeł. Światy sakralne Kujaw i Pałuk. Przewodnikiem wyprawy był prof. Zbigniew Mikołejko. 17 lipca uczestnicy najpierw zwiedzali w towarzystwie przewodnika Zenona Popiołka mogileński klasztor benedyktynów. Potem dotarli do Strzelna, gdzie zwiedzali pod okiem przewodnika i kustosza Muzeum Ottona i Bolesława Damiana Rybaka romańskie zabytki na Wzgórzu św. Wojciecha.

W bazylice Świętej Trójcy poznali m.in. historię ołtarza św. Krzyża z 658 relikwiami wraz z jedną z najcenniejszych – relikwią Krzyża Świętego. Obejrzeli bezcenne i unikatowe kolumny cnót i przywar – jedyny taki zabytek sztuki romańskiej w Polsce. Zwiedzający mieli też okazję obejrzeć ołtarz z ręcznie odsłanianym obrazem Matki Bożej w srebrnej sukience z Dzieciątkiem, którego kult trwa w Strzelnie od II połowy XVII wieku. Jest to kopia cudownego obrazu z Mariazell w Austrii i sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Tursku koło Kalisza. W ramie tego obrazu znajduje się kilkanaście zaszklonych relikwii i wota wdzięczności, natomiast na zasuwie znajduje się współczesny obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

W górnej kondygnacji ołtarza znajduje się późnobarokowy obraz norbertanów przedstawiający Świętych męczenników Adriana i Jakuba, których powieszono na szubienicy w XVI wieku w Holandii za obronę prawdy o obecności Chrystusa w Eucharystii. Następnie każdy miał okazję zwiedzić muzeum z ekspozycją romańską i lapidarium oraz skarbczyk liturgiczny. Przy okazji uczestnicy obejrzeli wystawę historyczną „Jak Mieszko chrzest przyjmował”.

Następnie w sali muzealnej odbył się wykład prof. Zbigniewa Mikołejki pt. Ład duchowy i szaleństwa historii. W rotundzie na wszystkich czekała niespodzianka. Muzycy: Piotr Barczak, Andrzej Kortas, Tomasz Kucharski, Tomasz Nowak, Jacek Jackowski (śpiew) oraz Przemysław Ciesielski, Krzysztof Kucharski, Łukasz Kalaczyński (puzony) zaprezentowali Mszę św. rycerskiego i szpitalnego zakonu św. Łazarza w Jerozolimie na chór jednogłosowy i trzy puzony. Po koncercie i zwiedzaniu rotundy odbył się wykład Daniela Soboty pt. Filozofia maniakalna.

Oko nigdy nie śpi IV „SZAŁ I SZALEŃSTWO” (2017)

Alfabetyczny spis artystów biorących udział w czwartej edycji festiwalu Oko nigdy nie śpi, która odbyła się w 2017 roku pod hasłem „SZAŁ I SZALEŃSTWO”:

  • Bisz (Jarosław Jaruszewski) – performance GRAOKO.
  • Bloodblackredrabbits – performance Moratorium.
  • Jolanta Ciesielska – prelekcja Badania terenowe szału i szaleństwa….
  • Combi Cats – koncert Songs are Spells.
  • Czarny Karzeł – performance kulinarny szał i szaleństwo oraz wystawa rekwizytów, kostiumów i zdjęć z filmu Theatrum Magicum.
  • Sebastian Dembski – wykład Muzyka jako sztuka krytyczna – czy kompozytor może być uczestnikiem debaty społecznej?.
  • Alexandre Devaux – kurator wystawy 3 x Topor.
  • Kuba Elwertowski – instalacja Łąka rozkoszy barwnych.
  • Marcin Giżycki – pokaz filmu Theatrum Magicum oraz spotkanie z reżyserem.
  • Julia Hercka-Wiśniewska – performance Stół.
  • Elżbieta Jeznach – spektakl i wystawa Cztery róże dla Rolanda.
  • Andrzej Kaliski – wystawa Paradoks.
  • Kolektyw Twórczy Tamtędy – działanie Podświadomość To Nie Radiostacja.
  • Britt Kootstra – warsztaty filmowe.
  • Krystyna Mazurówna – spotkanie autorskie Rozmowy o szaleństwie z Krystyną Mazurówną.
  • Zbigniew Mikołejko – wykłady: W mocy pająka: kult, szaleństwo, ekstaza, Ład duchowy i szaleństwa historii, wyprawa krajoznawcza Podróż do źródeł. Światy sakralne Kujaw i Pałuk oraz wstęp i tłumaczenie filmu Dzikie łowy króla Stacha.
  • New Music Quartet – koncert.
  • Krzysztof Nowicki – pokaz filmu dokumentalnego Za miłość, przyjaźń i Czarnego Karła.
  • Sarah Olivier – spektakl i wystawa Cztery róże dla Rolanda.
  • Marta Piastowska – koordynator wystawy 3 x Topor.
  • Grzegorz Pleszyński – cykl koncertów performatywnych.
  • Arvid van der Rijt – warsztaty filmowe.
  • Diana Ronnberg – koncert Combi Cats / Songs are Spells oraz performance Kosz-Marne Waty.
  • Kordian Ronnberg – koncert Combi Cats / Songs are Spells oraz performance Kosz-Marne Waty.
  • Piotr Różycki – performance GRAOKO oraz performance Stół.
  • Serge Sarfati – spotkanie autorskie.
  • Daniel Sobota – wykład Filozofia maniakalna.
  • Społeczny Chór Czarnego Karła – premiera operetki Andy.
  • Danuta Szulc – performance Stół.
  • Laura Szulc – performance Stół.
  • Agnieszka Taborska – prowadzenie spotkania 3 x Topor oraz wykłady: Chichot błazna w odpowiedzi na szaleństwo świata, Panika i Archipelagi jako sposoby na życie, Kontrolowane szaleństwo surrealistów.
  • Ariel Termine – spotkanie autorskie.
  • Nicolas Topor – spotkanie autorskie.
  • Marek Zieliński – kurator wystawy 3 x Topor.