Dzieciństwo i młodość beztrosko spędziła wśród napoleońskich reliktów, na mazowieckich równinach, w scenerii koszar, kazamatów, z tęsknym widokiem na ruiny dawnego spichlerza. Studia pełne romantycznych, transgresyjnych uniesień, z niezapomnianymi czwartkowymi seminariami u prof. Marii Janion, pośród fantazmatów i odnawianych znaczeń, u boku Salomei Słowackiej-Bécu i jej listów. Potem życiowe dukty i bezdroża, nauczycielskie przygody. Teraz w nieustającej redaktorskiej podróży ku rozmaitościom, z nadzieją na choćby ulotne spojrzenie w oczy Niewyrażonemu gdzieś na prowincjach ciemności. Marzenia? Gdy nadejdzie już pora – odejść w migotliwych promieniach słońca, wpatrzona w oceaniczną dal, kołysana wyspiarską błogością.
Baranowska Monika