Oko Nigdy Nie Śpi 2014

Oko Nigdy Nie Śpi 2014

Pierwsza edycja wydarzenia, zaplanowana pierwotnie jako jednorazowe spotkanie, odbyła się w czerwcu 2014 roku w Pałacu Lubostroń pod hasłem „SEN”. Powstało ono z inicjatywy Marty Filipiak, którą zainspirowała książka Agnieszki Taborskiej pt. Spiskowcy wyobraźni oraz osobiste zainteresowanie tematyką snów i intuicji. Pełna nazwa, łącząca sformułowania „Oko nigdy nie śpi” oraz „Spotkania nieprzypadkowe”, stanowiła nawiązanie odpowiednio do tradycji zen oraz manifestu surrealistycznego André Bretona. Wśród szerokiego grona twórców biorących udział w tym interdyscyplinarnym przedsięwzięciu znaleźli się m.in. Agnieszka Taborska, Marcin Giżycki, Bogdan Dziworski, Selena Kimball oraz Grzegorz Pleszyński. Program wypełniły liczne wykłady, wystawy, koncerty i performance, a całości dopełniły wydarzenia takie jak zwiedzanie kościoła w Łabiszynie czy rejs rowerami wodnymi po Noteci.

Kaja Cykalewicz "OKO NIGDY NIE ŚPI

(Bydgoskie Oko, czasopismo sztuk wizualnych, nr 1, 2014, 11)

Opis artykułu: Artykuł Kai Cykalewicz stanowi obszerną relację z pierwszej edycji festiwalu „Oko nigdy nie śpi”, który odbył się w czerwcu 2014 roku w Pałacu w Lubostroniu. Autorka analizuje wydarzenie przez pryzmat surrealizmu i motywu snu, przywołując koncepcję „przypadku obiektywnego” André Bretona oraz szczegółowo opisując liczne wystawy, koncerty i pokazy filmowe. Tekst, wzbogacony o oniryczne wstawki stworzone metodą pisania automatycznego, podsumowuje bogaty program festiwalu z udziałem takich artystów jak Agnieszka Taborska, Selena Kimball czy Bogdan Dziworski.

Oko Nigdy Nie Śpi I 2014

Sen jest hasłem (sygnałem) do spotkania, w pięknym pałacu, który był w przeszłości ostoją wolnej myśli i patriotyzmu.

Nowy pusty plik. Pewnie pomieszam wszystko ze wszystkim, skojarzenia z faktami, zapamiętane fragmenty rzeczywistości z nieustającym wewnętrznym monologiem, myśli z literaturą. Śnienie. Głębokie oddechy, spokojne wydychanie powietrza. Płuca napełniające się milimetrami sześciennymi tlenu. Czy wszędzie można dostrzec znaki? Oko. Oko nigdy nie śpi.

Tematem pierwszej edycji Spotkań nie-przypadkowych był sen, rozumiany zarówno w sensie dosłownym jaki i metaforycznym. Stanowił on punkt wyjścia rozważań oraz działań podejmowanych przez zaproszonych do udziału w festiwalu artystów. Był motywem przewodnim wykładów, projekcji oraz wystaw. Przez większą część czasu zanurzeni jesteśmy w sennych marzeniach. Stanowiący przeciwieństwo czuwania stan nieświadomości niejednokrotnie wykorzystywany był jako motyw w sztuce. Fascynujący, groźny czy błogi, sen od zawsze intrygował swoją odmiennością. W wielu kulturach odgrywał wiodącą rolę w życiu duchowym oraz społecznym. Dla przykładu Indianie obu Ameryk sądzili, że wizje i marzenia senne tworzą rzeczywistość nadrzędną w stosunku do wydarzeń rozgrywających się na jawie. Jest to coś, co Eva Lips w Księdze Indian określiła mianem realizmu snów. Lubostrońskie Spotkania nie-przypadkowe stanowiły próbę zmierzenia się z tym tematem, w sposób jak najbardziej twórczy i otwarty.

Jednym z założeń Oka było zaprezentowanie sztuki wymykającej się prostym opisom. Sztuki, która jest intuicyjna, irracjonalna i eksperymentalna. Andrzej Banach w eseju O snach i nowej sztuce przytacza dające wiele do myślenia hasło francuskiego fowisty Raoula Dufy: Nazwać po imieniu – to niszczyć. Sugestia – to twórczość. To, co ulotne i nieuchwytne od zawsze przeciwstawiane było naukowej solidności. Europejczycy dążący za wszelką cenę do racjonalizacji, technicyzacji i medykalizacji rzeczywistości, niejednokrotnie napotykali z tego powodu na swej drodze przeszkody nie do pokonania. Na szczęście pomiędzy okopami dwóch skrajnych obozów rozciąga się cała połać ziemi niczyjej, a sztuka może swobodnie korzystać z wszelkiego rodzaju inspiracji, łącząc ze sobą pozornie przeciwstawne wątki. Wiedza i intuicja, platońska doxa i episteme, czy w końcu jawa i sen, wszystko ostatecznie splata się w jedną nierozerwalną całość.

Szczegółowe opisanie wszystkich wydarzeń towarzyszących Spotkaniom byłoby nie lada wyzwaniem. Swobodna formuła oraz spontaniczny charakter tego wydarzenia, sprawiły, że obok zapisanych, w napięty do granic możliwości programie, działy się rzeczy zaskakujące i nieprzewidziane. Podczas całego festiwalu tworzony był Sennik, gromadzono i zapisywano sny uczestników. W podziemiach pałacu funkcjonowało studio fotograficzne, gdzie Arkadiusz Wojtasiewicz tworzył portrety artystów biorących udział w Spotkaniach, na wzór słynnego kolażu René Magritte’a zatytułowanego Nie widzę [kobiety] ukrytej w lesie, złożonego ze zdjęć 16 surrealistów sfotografowanych z zamkniętymi oczami. Kręte korytarze pałacu prowadziły do kolejnych pomieszczeń, w których ukryte były obrazy Marty Filipiak, Andrzeja Turczynowicza oraz instalacje Piotra Różyckiego. W jednym z pałacowych pokoi można było obejrzeć wystawę fotografii Anima Animals Łukasza Owczarzaka. Przez cztery dni i noce odbywały się wystawy, koncerty, wykłady, warsztaty, projekcje i performance. Obok tego wszystkiego toczyły się inspirujące rozmowy. Absolutnie idealne dopełnienie panującej atmosfery stanowiła unosząca się ponad kopułą pałacu olbrzymia tarcza księżyca w pełni, obrysowująca park nierealnym białym światłem, odbijająca się w załamaniach tajemniczej białej limuzyny, własności gospodarzy festiwalu – Grupy Czarny Karzeł, stanowiącej miejsce działań Diany Rönnberg i Kordiana Lewandowskiego.

Podczas festiwalu mieliśmy szczególną przyjemność uczestniczenia w spotkaniach prowadzonych przez Agnieszkę Taborską, Marcina Giżyckiego oraz Arkadiusza Tabero. Wykładom pani Agnieszki Taborskiej, znakomitej znawczyni surrealistów, pisarki, historyczki sztuki i romanistki, towarzyszyła wystawa równie wspaniałych kolaży autorstwa nowojorskiej artystki Seleny Kimball, także uczestniczącej w Spotkaniach nie-przypadkowych. Prezentowane prace stanowiły ilustracje do książek Agnieszki Taborskiej Senny żywot Leonory de la Cruz i Niedokończone życie Phoebe Hicks. Obie literackie bohaterki, święta Leonora oraz medium Phoebe Hicks, były w pewnym sensie stale obecne podczas festiwalu. Żywoty osiemnastowiecznej świętej, stały się również tematem jednego z prezentowanych filmów animowanych autorstwa Marcina Giżyckiego. Co ciekawe opowieść o świętej Leonorze, opiekunce cukierków, kominiarzy, tonących, producentów perfum i środków nasennych, chroniącej od wody, śpiączki, bezsenności, lunatykowania i śmierci we śnie, orędowniczki tkwiących w letargu, wspomagającej w szczęśliwych przebudzeniach, nawiązuje w pewien sposób do jednego z najstarszych przekonań odnośnie snu. Umrzeć – usnąć – Spać – i śnić może? pyta Hamlet w sławnym monologu z początku trzeciego aktu, bodaj najbardziej znanej sztuki Shakespeare’a. Hypnos i Tanatos – nierozerwalnie związani mityczni bliźniacy, dwie wielkie, nieuchronne siły rządzące ludzkim życiem. Aby w pełni zrozumieć istotę porównania snu do śmierci należałoby zapewne sięgnąć do rozważań Phillippe Ariès, który opisywał dawny model śmierci oswojonej przeciwstawiając go współczesnej śmierci zdziczałej. Pisał on: wierzono, że umarli śpią. Jest to wierzenie stare i trwałe. Owa śmierć była jednak snem przepełnionym spokojem. Najtrafniej oddaje to zjawisko przytaczana przez Phillippe Ariès legenda o siedmiu śpiących z Efezu, którzy podobnie jak święta Leonora, zasnęli spokojnym snem, by po latach obudzić się wezwani przez Boga do stawienia czoła szerzącej się herezji. Jeden ze świętych tymi oto słowami opisał stan, w którym się znalazł: Prawdziwie bowiem zmartwychwstaliśmy i żyjemy, a jak dziecię jest w żywocie matki i nie czując niczego z zewnątrz, a żyje, tak byliśmy przy życiu leżąc tu, śpiąc i nic nie czując. Kończąc już tę małą dygresję przywołam raz jeszcze kwestię duńskiego księcia Być albo nie być – oto jest pytanie oraz pojawiające się w odpowiedzi słowa wspomnianego już André Bretona Żyć albo nie żyć to rozwiązania urojone. Istnienie jest gdzie indziej.

Oko nigdy nie śpi to również zaprezentowane w położonej obok pałacu oranżerii wystawy Dariusza Orwata, Andrzeja Kaliskiego, Justyny Julgi, piszącej te słowa Kai Cykalewicz oraz ZbyZiela, będącego jednocześnie kuratorem wystaw, redaktorem Sennika oraz autorem wspólnego czytania przed pałacem. Oranżeria stanowiła także miejsce prezentacji surrealistycznych obiektów, w tym wykonanego specjalnie z tej okazji modelu pałacu, który obejrzeć można w animacji promującej festiwal autorstwa Marcina Roszczyniały i Sebastiana Kwidzyńskiego. Odbywały się tu performance Danki Nawrockiej, Wojtka Kowalczyka, Adam Kruk zastygał na linie w pozach postaci z kart tarota, a na jednej z bocznych ścian budynku zaprezentowany został Zielnik Czarownic Grażyny Rigall i Katarzyny Swinarskiej. Nieopodal zaś Kuba Elwertowski realizował instalację Wiatraki. Podczas Spotkań rozbrzmiewała także muzyka obecna dzięki koncertom Sławka Szudrowicza, Andrzeja Turczynowicza, Grzegorza Pleszyńskiego i Tomasza Licaka.

Ważnym wydarzeniem dla organizatorów, a w szczególności dla Grupy Czarny Karzeł – spiritus movens festiwalu, było spotkanie z Bogdanem Dziworskim oraz prezentacja fragmentów jego najnowszego filmu Plus minus, zrealizowanych w Lubostroniu przy współpracy z Grupą. Wśród projekcji filmów nie mogło zabraknąć Małej Syrenki w reżyserii Marty Filipiak. Chcąc opisać dokładnie wszystkie wydarzenia trzeba byłoby zapisać nie jedną, a wiele stron tekstu, jednak w pamięci pozostały mi szczególnie mądre, piękne słowa Grzegorza Plechy Pleszyńskiego, wplecione w jeden z jego performance’ów, działania Krzysztofa Gruse badające ulotne połączenia między człowiekiem i naturą, urocze i zabawne Orwat Show oraz maleńkie prace o wielkiej sile, autorstwa Danki Milewskiej. Spotkania nie-przypadkowe zaskakiwały właściwie na każdym kroku, od mappingu Tomka Dzidziejko poprzez profesjonalny taniec brzucha, po zupełnie już surrealistyczną wyprawę kajakową do pobliskiego Łabiszyna połączoną z niezbędną odsieczą. Cztery intensywne dni festiwalu zwieńczone zostały wspólnym śniadaniem w parku, przy stołach nakrytych białymi obrusami, zastawionych wspaniałym jedzeniem. Chyba wszyscy bez wyjątku opuszczali Lubostroń w nadziei i oczekiwaniu na kolejne edycje Oka. Dlatego mam ogromną nadzieję, że wszystkie nie-przypadkowe przypadki i tym razem ułożą się dla organizatorów pomyślnie, tak, abyśmy w przyszłym roku mogli ponownie wziąć udział w tym przedsięwzięciu.

Wtrącone fragmenty tekstu zapisane kursywą stanowią urywki wcześniejszych notatek, stworzone za pomocą metody pisania automatycznego.

Bez celu nie powstają żadne zdania. Chwila przerwy, nie ten sam smak, liście kołyszą się na drzewie. Rozpraszanie, zagłuszanie, rozpływający się w powietrzu miedziany smak. Śnienie. Głębokie oddechy, spokojne wydychanie powietrza.

Joanna Lach "Surrealiści w Lubostroniu"

(Co Jest Grane, Bydgoszcz-Toruń 6-12 czerwca 2014)

Opis artykułu: Artykuł Joanny Lach zapowiada festiwal „Oko Nigdy Nie Śpi”, który w czerwcu 2014 roku zamienił pałac w Lubostroniu w przestrzeń poświęconą surrealizmowi i motywowi snu. Autorka przybliża bogaty program wydarzenia, obejmujący między innymi wystawy nowojorskiej artystki Seleny Kimball, pokazy filmów braci Quay oraz spotkanie z wybitnym dokumentalistą Bogdanem Dziworskim. Tekst podkreśla unikalny, ludzki wymiar imprezy organizowanej przez bydgoską Fundację Rozruch, która oferowała bezpłatny wstęp oraz otwartą formułę spotkań z licznymi artystami.

Pałac w Lubostroniu na trzy dni zamieni się w surrealistyczną przestrzeń. Będą filmy braci Quay, Bogdana Dziworskiego i kolaże Seleny Kimball. Początek imprezy w czwartek.

Między 12 a 15 czerwca do Lubostronia przyjedzie 33 artystów z całego kraju i zagranicy. Każdy z nich w ramach imprezy stworzy własne dzieło inspirowane motywem snu. To pierwsze tak duże przedsięwzięcie bydgoskiej Fundacji Rozruch, która organizowała m.in. projekty filmowe – Fantastyczne Wakacje w Lubostroniu i Smok w Pałacu w Ostromecku.

– Czy można je nazwać nowym festiwalem sztuk wizualnych? – Chyba tak, ale stawiamy na spotkania, ludzki wymiar tej imprezy, a nie na tworzenie festiwalowej atmosfery – tłumaczy Marta Filipiak z fundacji, pomysłodawczyni Festiwalu.

Program Festiwalu Oko Nigdy Nie Śpi jest bardzo różnorodny. Są w nim koncerty, wystawy, instalacje, pokazy filmowe. Niektóre jego punkty szczególnie przyciągają uwagę. Na pewno nie można przegapić wizyty dzieł artystycznej reprezentacji z Nowego Jorku z Seleną Kimball na czele. – To artystka, która jest mistrzynią kolażu. Jej prace są unikatowe – mówi Filipiak. Będzie można przekonać się o tym podczas imprezy. Razem z nią zza oceanu przyjedzie do Lubostronia Agnieszka Taborska, autorka m.in. głośnej książki „Senny żywot Leonory de la Cruz”.

– Do tej onirycznej opowieści o XVIII-wiecznej wizjonerce odkrytej niedawno przez surrealistów ilustracje stworzyła właśnie Kimball – przypominają organizatorzy. – Mało tego, w Lubostroniu pojawi się także mieszkający w Nowym Jorku reżyser Marcin Giżycki, który na motywach tej książki stworzył film animowany.

Drugi ważny punkt imprezy to seanse filmów braci Quay. – Chcieliśmy, żeby przyjechali do Lubostronia, ale nie pozwolił im na to napięty grafik. Gratką dla ich fanów będzie z pewnością pokaz ich najnowszego filmu „Maska”, realizowanego zresztą w części w polskim „Se-ma-forze”. To adaptacja powieści Stanisława Lema o tym samym tytule, gdzie wykorzystano muzykę Krzysztofa Pendereckiego – opowiada Filipiak. – Przed seansem postaramy połączyć się z jego autorami na żywo przez internet.

Jeśli chodzi o akcenty filmowe, to nie można przegapić spotkania z Bogdanem Dziworskim. 72-letni operator i dokumentalista odebrał ostatnio na Krakowskim Festiwalu Filmowym nagrodę Smoka Smoków za całokształt twórczości. Rok temu w Lubostroniu z Grupą Czarny Karzeł nakręcił sceny do swojego najnowszego filmu „Plus minus” – będzie on opowieścią o starości, poetyce tańca w Tbilisi i Batumi, o kulcie Stalina w Gruzji. Bydgoscy filmowcy pod okiem Dziworskiego stworzyli do niego surrealistyczną scenę snu Stalina. Jej głównym elementem był taniec zjaw w barwnych kostiumach, przy długim i suto zastawionym stole. – Reżyser obiecał nam, że podczas festiwalu pokaże obszerne fragmenty swojego najnowszego filmu, w tym na pewno scenę nakręconą w Lubostroniu – mówi Filipiak. Dodatkowo będzie można zobaczyć też dokument Arkadiusza Wojtasiewicza, który jest zapisem tego, co działo się wtedy na planie. W programie jest także pokaz filmu „Mała Syrenka” – najnowszej produkcji Grupy Czarny Karzeł.

Festiwal Oko Nigdy Nie Śpi będzie też okazją do sprawdzenia, w jakiej formie są związani z Bydgoszczą artyści. Zaproszenie organizatorów przyjęli m.in. Krzysztof Gruse, ZbyZiel, Justyna Jułga, Grzegorz Pleszyński, Sławomir Szudrowicz, Wojciech Kowalczyk. Spoza regionu pojawią się m.in. Dariusz Orwat nazywany współczesnym surrealistą czy dwoje artystów: Grażyna Rigall & Katarzyna Swinarska, które pokażą instalację wizualną Zielnik Czarownic. Każdy z nich przez trzy dni tworzyć będzie dzieło inspirowane motywem surrealistycznego snu.

Wstęp na festiwal jest bezpłatny. Studenci i młodzież szkolna będą mogli przenocować w szkole w Lubostroniu za darmo (trzeba wziąć swój śpiwór i prowiant).

Opis Sennika: „Sennik” to artystyczne pismo ulotne wydane podczas festiwalu „Oko Nigdy Nie Śpi” w 2014 roku, którego redaktorem i autorem teoretycznych założeń był ZbyZiel. Publikacja stanowi unikalny zbiór onirycznych narracji, osobistych wizji oraz rysunków wykonanych z zamkniętymi oczami przez uczestniczących w wydarzeniu artystów, takich jak Bogdan Dziworski, Selena Kimball czy Wojtek Kowalczyk. Zgodnie z zawartym w niej manifestem, pismo to dokumentuje proces uważnej obserwacji rzeczywistości oraz „nie-przypadkowych” spotkań twórców w historycznej przestrzeni pałacu w Lubostroniu.

Zbieram sny. Siedzę. Czekam, co powiedzą. Co przyniesie zamknięte oko, które nie śpi. Siedzę w Pałacu, przy okrągłym stole o wielu krzesłach wokoło. Czy ktoś przyjdzie? Czy coś opowie? Pokaże automatyczny zarys czegoś, co pożre skaner, przeliczy maszynowo i wypluje ustami drukarki? Siedzę i czekam. Nasłuchuję głosów zza zamkniętych drzwi.

Czas mija, zatem przyszedłem do siebie sam, wziąłem kartkę i ołówek. Zamknąłem oczy. i narysowałem fragment ze środka.

Przyszedł Piotr Różycki. Nagle. W kieszeni ukazał mi się jego rysunek na odwrociu listu dołączonego do paczki z „Dzieciństwem”. (ZbyZiel)

Oko nigdy nie śpi – Teoria

Oko nigdy nie śpi, ponieważ obserwuje. Oko jest obserwacją. Jest uważne, by nie przeoczyć zmieniających się relacji pomiędzy strukturami bytów widzialnych i niewidzialnych. Powinno wystrzegać się łatwo przyswajalnych klisz promowanych jako „właściwe spojrzenie na rzeczywistość”. Bo o rzeczywistość chodzi, a nie o zgodność z oczekiwaniami „dobrodziejów”. Obserwacja trwa, by zobaczyć jak jest – w rzeczywistości, a rzeczywistość składa się z bytów widzialnych i niewidzialnych (jak choćby obiekty pamięci czy snu). Postrzegające oko związane jest z dłonią (symboliczną sprawczynią bytów realnych) i ustami objawiającymi przedmioty niematerialne – idee i relacje. Trójkąt: oko – dłoń – usta. Praktyka obserwacji wspieranej poprzez udział dłoni i ust (dla wyrażenia poczynionych konstatacji) otwiera na przypadek, immanentny składnik rzeczywistości. Przypadek chce być odczytywany – jest dany, aby inspirować uważność. Przypadek to informacja – niejednokrotnie kluczowa – stymulująca olśnienie wglądu. Spotkanie jest szansą przypadku. Zetknięcie indywidualnych obserwatorów (gdyż olśnienie jest możliwe jedynie w indywidualnym oku) tworzy niespodziewane relacje i jest niemal równie nieodzowne, jak nieustanna praktyka obserwacji i wyrażania. Koncentryczna przestrzeń/miejsce spotkania (architektura Pałacu w Lubostroniu i jego siła historyczna) otulona pięknem otaczającej przyrody daje szansę akceleracji procesów obserwacyjnych – wspólnego otwarcia oczu. (ZbyZiel, 19 maja 2014)

Sny Artystów

Bogdan Dziworski – „Sen na jawie”

„Na tegorocznym festiwalu filmowym w Krakowie udzielałem wielu wywiadów i przytrafiła mi się niesamowita sytuacja. Siedzi ze mną reporterka z onet.pl i ja udzielam jej wywiadu. Podchodzi do nas kelner, i ja mówię tak: «kolego (a miałem ze sobą kule) przynieście mi dwie kawki dla mnie i dla koleżanki» a on mówi do mnie tak «nie przyniosę», ja mówię «no widzicie kolego ja tu jestem schorowany, przynieście mi tą kawkę» a on odpowiedział tak «no to niech ona przyniesie» a ja mówię «chodź no koleś tutaj.. wiesz kim ona jest? Córką Kulczyka» a on mówi «no to niech ona przyniesie». I on w tym momencie trzymał pełną tacę naczyń i ja skupiłem się i zmroziłem go wzrokiem i ta taca się przewróciła i wszystko się rozsypało. To jest ten sen.. rzeczywistość, ale to jest lepsze od snu bo wydarzyło się naprawdę”

Selena Kimball – „Mój sen”

„Jest późny lipiec, znajduję się we wnętrzu mojego apartamentu w Nowym Yorku. Widzę białą ramę okna i ogród kwitnący za nim. Mój mąż, który we śnie jest moim chłopakiem, również spogląda w kierunku okna i mówi mi, że widzi śnieg piętrzący się przed okienną ramą. Mówi: «Może to sen, ale czy nie widzisz? Śnieg gromadzi się wokół nas a my siedzimy w naszym salonie w środku lata». I wtedy coś się wydarzyło..… Nie pamiętam dokładnie, ale miało to miejsce w ciemnozielonym pokoju..… I to wszystko co jestem w stanie sobie przypomnieć na temat tego snu..”

Kuba Elwertowski – „Śniony podczas podróży do Turcji”

„We śnie obudziłem się w trumnie w katakumbach na cmentarzu, który widziałem z okna hotelu w którym spaliśmy podczas pobytu w Turcji. Na tym starym cmentarzu chowano niegdyś magów i kapłanów. Wstałem z trumny i przechodząc przez mury i ziemię stanąłem na tym nagrobku. Dostrzegłem przez okno siebie śpiącego w hotelu. Ruszyłem unosząc się delikatnie nad ziemią do hotelu, gdzie spało moje ciało i wszedłem w siebie. W tym momencie się obudziłem, była to godzina około 2:30. Budzę się o tej godzinie codziennie od dłuższego już czasu.”

Agnieszka Taborska

„Mój najpiękniejszy sen przyśnił mi się w ciągu dnia, kiedy przyleciałam ze Stanów Zjednoczonych zmęczona podróżą i zmianą czasu, zapadłam w nieokreślony stan, z pogranicza snu i jawy. W tym śnie wyśniłam, wymarzyłam historię hiszpańskiej zakonnicy Leonory de la Cruz, która przez pięćdziesiąt lat spała i śniła protetyczne sny. W ten sposób mój sen zjednoczył się ze snami Leonory de la Cruz. Był to początek przygody, która trwa do dziś.”

Justyna Julga – „Najpiękniejszy sen”

„Znajdowałam się w przepięknych różnorodnych ogrodach, w każdym ogrodzie była piękna pogoda świeciło słońce i było bardzo przyjemnie. W pierwszym ogrodzie było mnóstwo rododendronów więc wszystko mieniło się odcieniami różu, dalej pojawiły się róże. Pojawiały się też palmy które są związane z moją fascynacją i pragnieniem odwiedzenia ciepłych krajów. Wszystko było idealne i perfekcyjne. Arkadia, miejsce gdzie byłam szczęśliwa i czułam, że wszystko musi się udać..… odczuwałam szczęście, zrelaksowany wakacyjny klimat. Przemieszczając się po ogrodach każdy oddzielony był wyraźną granicą bramą, rzeką lub żywopłotem. Każdy był pełen kwitnących kwiatów, owoców. Była to dla mnie wizja mojego prywatnego raju. Jest to najlepiej zapamiętany przeze mnie sen, śniony kilka lat temu. Szkoda że nie wynaleziono rejestratorów snów żebyśmy mogli odtwarzać sobie własne sny i nigdy ich nie zapomnieć.”

Grzegorz Pleszyński – „Senne cykle”

„Ostatnio mam cykl snów, gdzie czuję się nomadem, kimś kto co noc jest w innym miejscu. Sypiam w różnych domach u różnych ludzi, często w szkołach przypominających miejsca gdzie się w dzieciństwie jeździło na kolonie. Odkrywam tam przeróżnego rodzaju zakamarki, które jako dziecku dziesięćioletniemu wydawały się nieskończonymi wszechświatami. W tych snach pojawiają się pierwsze, młodzieńcze seksualne odczucia.. pisanie ukrytych liścików do dziewczyn, ich zainteresowanie a potem poważniejsze rzeczy.. Całonocne opowieści z czasów kolonijnych.. Pojawiają się też budowle niedokończonych budynków, które eksplorowało się w dzieciństwie. I to wszystko nakłada się na taką dziwną strukturę snu, które cyklicznie się pojawiają ostatnio w mojej głowie w nocy.”

Arkadiusz Tabero

„Sen, który szczególnie utkwił w mojej pamięci, przyśnił mi się w czasie praktyki jogi w momencie, gdy nauczyciel tybetański tę praktykę prowadził. Był to świadomy sen, niezwykle energetyczny. Zaczął się w takim momencie, kiedy to mieliśmy za zadanie budzić się co dwie godziny w nocy i próbować zasnąć wizualizując sobie białą tybetańską literę «A» i utrzymywać taki rodzaj świadomości na tej literze. Sen się zaczął w momencie w którym śpiąc w leśnym domku, w czasie tego odosobnienia, nagle sobie uświadomiłem, że wychodzę z tego domku i będąc już na zewnątrz zdałem sobie sprawę, że jest to sen. Budząc się w tym śnie nagle poczułem silny przypływ energii, udałem się do mojego nauczyciela, który siedział przed obrazkiem swojego mistrza. Z trzeciego oka tego mistrza wydobyło się białe światło, które najpierw przeszło przez mojego nauczyciela a potem do mnie. Kiedy dotknęło mnie to białe światło przeniosłem się do mojego dzieciństwa, w ciemnym pokoju w którym podchodziłem do różnych zabawek, podchodząc do nich czułem energię, swoje emocje wypłakane problemy. Każda z tych zabawek nosiła ślady moich trudnych chwil z dzieciństwa. Zachowując świadomość tego snu w pewnym momencie podszedłem do kontaktu i zapaliłem światło i ta aura snu nagle się zmieniła, podszedłem do okna, wyskoczyłem i zacząłem frunąć. Na niebie było okrągłe koło i w to koło był wpisany krzyż, płynąłem do tego koła i miałem poczucie jakbym łagodnie zaczął opadać w dół, pogodziłem się z tym co jest. I tak właśnie zakończył się ten sen.”

Sławek Szudrowicz

„Miałem taki nietypowy sen..… śniło mi się, że jechałem tramwajem z jakimś kumplem, jednakże nie wiem kto to mógł być (bliżej nieokreślona postać). Razem jechaliśmy.. w tym tramwaju przebywali groźni osobnicy, rozmawiałem z kolegą, w pewnym momencie się zaśmiałem a oni się do nas przyczepili.. Wyciągnęli mojego kolegę z tramwaju, a ja zostałem i zaczęło mnie strasznie nosić, czułem że się święci coś niedobrego. Miałem ze sobą nóż.. czułem napięcie, czy ja teraz go użyję.. To był koszmar. Obudziłem się zlany potem.”

Andrzej Turczynowicz

„Jako dziecko śniłem że byłem w wieku podeszłym. Był to sen silnie realistyczny. Latałem w nim nie pamiętam czy miałem skrzydła ale latałem. W dole widziałem widoki które można porównać do widoków podczas wjazdu kolejką na Kasprowy Wierch. Lasy jeziora rzeki piękne krajobrazy. Drugim silnym wspomnieniem który nie do końca wiem czy był snem to co widziałem podczas spania w stodole na sianie. Ułożyłem się na świeżo skoszonym przez górali sianie i miałem spać, w tym momencie usłyszałem jakieś chrząkanie. Tak jak by świnka jakaś, otwieram oczy i widę Matkę Boską. Dodam, że nie jestem praktykującym katolikiem. W stodole nie było żadnych zwierząt, może się przybłąkała. To był taki pół sen albo był albo go nie było. Prawdopodobnie ten sen wpłynął na mój wegetarianizm to mogło być jakieś ostrzeżenie z góry.”

Marcin Szpak

„Sen, który mnie często nawiedza to jest sen, w którym śnię, że nie mogę zasnąć; zasypiam i śnię że nie mogę zasnąć i potem się budzę zblazowany.”

Wojtek Kowalczyk

„Chodziłem Ci ja po górach i po dolinach. Patrzę: niedźwiedź na mnie napada. No to ja z tym niedźwiedziem walczę i przetrzymałem go. Tak sobie lub przy czwartej tej żywiczce..… siedziałem sobie pod drzewem i obok płynął strumyk. Górski, taki z krystaliczną wodą jak u Słowackiego. Pomyślałem sobie: dobrze napić się wody w takiej sytuacji. Odkręcam kran, patrzę a tam z krokodyl wylatuje z kranu. Mówię: jasny piorun: jak posypią się jajeczka to jeszcze się ikry nabawię, więc uszczypnąłem się w prawą łydkę, ale zabolała mnie lewa. Potem usłyszałem zza ściany odgłos rozbijanego za pomocą łyżeczki do herbaty jajka. Pomyślałem: chyba już czas na śniadanie i przerwałem ten sen. Zapakowałem krokodyla i wysłałem go do Muzeum Sztuki Nowoczesnej i obudziłem się jako człowiek.”

Emilia Kubik

„W dzień który to śniłam, a był to czas kiedy Kacper (syn) zdawał egzaminy do szkoły muzycznej, poznaliśmy kobietę która chciała nam sprzedać pianino za niewielkie pieniądze i się zdecydowaliśmy. Zaczęliśmy przygotowywać mieszkanie i przestawiać meble aby wygospodarować miejsce na pianino. Usłyszeliśmy że przyjechała ekipa przewozowa z pianinem i słychać było głosy mężczyzn którzy podczas wnoszenia strasznie narzekali i obijali pianinem o ściany klatki. Otwierają się drzwi i ku naszemu zdziwieniu ukazał się olbrzymi fortepian. Był on na tyle duży że zmuszeni byliśmy wynieść z jednego z pokoi wszystkie meble. W tym pustym pokoju bez mebli na dywanie pod ścianą stoi fortepian na krześle siedzi Kacper i gra na tym fortepianie bardzo dziko. Fortepian był symbolem władczym. Zegar który u nas w domu jest pamiątką po moich dziadkach przestał chodzić. Gdy przyszedł czas obiadu przy stole nie usiedliśmy na dywanie ponieważ od teraz nasze życie kręciło się wokół fortepianu. Ten sen to swoista metafora tego jak bardzo dzieci zmieniają nasz świat.”

Katarzyna Swinarska

„Sen jest powiązany z wykładem Akadiusza Tabero gdzie mówił o wypartej części naszej osobowości, która drażni nas tak strasznie w innych ludziach. Mnie strasznie wyprowadza z równowagi gdy dostrzegam u innych kobiet ekscesywny instynkt macierzyński, szczególnie w stosunku do chłopców, nadopiekuńczość i przesadne kochanie małych synków takich pulchniutkich i rozwydrzonych. Sama mam dzieci już w dosyć wczesnym wieku więc to macierzyństwo jakoś tak mnie prześladuje. Byłam w miejscu gdzie było bardzo jasno bardzo dużo słońca ale wiedziałam że to jeszcze jest noc więc było to w niedalekim czasie od wschodu. Znalazłam się w autobusie który jechał i był zupełnie pusty nagle zorientowałam się że siedzę na kolanach mężczyzny który w tym wypadku okazał się moim realnym sąsiadem. Był bardzo poważny i zupełnie niezaskoczony sytuacją jakby to było normalne że siedzę u niego na kolanach, ja tak wcale nie uważałam. Parę siedzeń dalej siedział jego synek który zresztą jest kolegą mojego syna. Siedział i patrzył na mnie bardzo poważnym wzrokiem. To było dla mnie tak straszne, że się zerwałam i zaczęłam uciekać tłumacząc temu dziecku czemu widział coś takiego i na przystanku wyskoczyłam. Ten sen mnie tak prześladuje ponieważ właśnie matka tego chłopca moja sąsiadka jest w stosunku do niego nadopiekuńcza. Po tym śnie czułam się tak winna i zbulwersowana, że do dziś nie mogę o tym zapomnieć.”

Orwat dream

„Miałem kolegę z którym jechaliśmy na dzikie plaże..… wychodzę z namiotu..… Andrzej jeszcze śpi..… otwarta przestrzeń..… morze piasek..… przemieszczają się tam tabuny najdziwniejszych zwierząt..… diplodoki zażywają kąpieli..… widok bajeczny..… Byłem wstrząśnięty tym widokiem..… mitologiczne stworzenia..… Wracam do namiotu, żeby pokazać mu ten niezwykły widok..… wyciągam go z namiotu..… a on: No co? Migrują zwierzęta.”

Daria Nowicka – „Śnienie”

Pod pierzyną z ciszy

Przed wczorajszym lękiem skrywa się ufnie

Na granicy światów

W obliczu wieczności

Podróżnik

Snów Tropiciel

Śnienie Prawdziwe oblicze ukazują lęki

Najpiękniejsze prawdy stają w progu krzycząc

Dusza wolności łaknąca

Na skrzydłach płonących

Wśród historii tonie

Ucieczka staje się schronieniem

Krwawe ślady najpiękniejszą obietnicą

Prawda jest poszukiwaniem

Jej odnalezienie..…

Tajemnicą

Daria Nowicka – (Lubostroń 15.06.2014)

„CISZA KONTEMPLACJA ..… KULMINACJA. OSTATNIE CHWILE NA CHŁONIĘCIE SZTUKI WE WSZYSTKICH JEJ BARWACH. PROJEKTOR ROZŚWIETLA HISTORYCZNE MURY LUBOSTROŃSKIEGO PAŁACU..… LUDZIE GROMADZĄ SIĘ WŚRÓD NATURY, BY DZIELIĆ TĘ NIEZWYKŁĄ ATMOSFERĘ. W POWIETRZU UNOSI SIĘ JESZCZE ZAPACH FARBY, WENTYLATORY SWOJĄ OBECNOŚCIĄ TOWARZYSZĄ PRZYRODZIE. POBRZMIEWA MUZYKA. PODĄŻAMY KU KOLEJNYM SPEKTAKLOM, SENNYM OPOWIEŚCIOM, ARTYSTYCZNYM WYNURZENIOM. WITAMY ŚWIT PRZY AKOMPANIAMENCIE ŚPIEWU PTAKÓW. DOBRANOC ..… OKO NIGDY NIE ŚPI”

Podsumowanie: Czym jest Sennik?

Sennik jest formą manifestu i archiwum efemerycznych doznań towarzyszących festiwalowi. Można go scharakteryzować przez następujące elementy:

  • Kolekcja narracji sennych: Zawiera opisy snów (zarówno onirycznych, jak i tych „na jawie”) autorstwa zaproszonych twórców, m.in. Bogdana Dziworskiego, Seleny Kimball, Agnieszki Taborskiej, Kuby Elwertowskiego czy Justyny Julgi.
  • Manifest artystyczny: Wstęp autorstwa ZbyZiel (Zbigniewa Zielińskiego) definiuje ideę „oka, które nigdy nie śpi”, tłumacząc ją jako stan ciągłej, uważnej obserwacji rzeczywistości, która składa się zarówno z bytów widzialnych, jak i niewidzialnych, takich jak pamięć i sny.
  • Zapis procesu twórczego: Publikacja zawiera rysunki wykonane z „zamkniętymi oczyma” oraz automatyczne szkice, co nawiązuje do technik surrealistycznych.
  • Pamiątka spotkania: Jest dowodem na „ludzki wymiar” imprezy, o którym wspominała Marta Filipiak, kładąc nacisk na spotkanie i wspólne przebywanie artystów w historycznej przestrzeni pałacu.

Interpretacja zawartości Sennika

Zawartość Sennika można interpretować na kilku poziomach, które łączą teorię sztuki z osobistym doświadczeniem:

1. Surrealistyczne badanie nieświadomości Sennik jest praktyczną realizacją założeń surrealizmu, który był motywem przewodnim festiwalu. Artyści traktują sen jako równorzędne źródło rzeczywistości. Dla Bogdana Dziworskiego granica między snem a jawą zaciera się – opisuje on zdarzenie rzeczywiste (przewrócenie tacy wzrokiem), twierdząc, że jest ono „lepsze od snu, bo wydarzyło się naprawdę”. Z kolei Agnieszka Taborska wskazuje na sny jako inspirację literacką, która „zjednoczyła się ze snami Leonory de la Cruz”.

2. Koncepcja „Oka Obserwującego” (Trójkąt: oko–dłoń–usta) Zgodnie z tekstem ZbyZiel, zawartość pisma jest wynikiem specyficznej praktyki obserwacji. Oko (obserwacja) musi być powiązane z dłonią (sprawczynią bytów realnych) i ustami (wyrażającymi idee). Sennik interpretuje sztukę nie jako produkt, ale jako uważność, która chroni przed „łatwo przyswajalnymi kliszami” promowanymi przez system.

3. Przypadek jako impuls twórczy Pismo podkreśla rolę przypadku, który jest immanentnym składnikiem rzeczywistości. Spotkanie artystów w Lubostroniu ma stwarzać szansę dla przypadku, prowadząc do „olśnień” i „niespodziewanych relacji”. Opisywane sny często dotyczą podróży, lęków (np. koszmar Sławka Szudrowicza w tramwaju) czy dzieciństwa, co sugeruje, że artyści szukają w nich autentycznego, nieocenzurowanego wglądu w siebie.

4. Metafizyka przestrzeni Pałac w Lubostroniu nie jest tylko tłem, ale aktywnym uczestnikiem „śnienia”. ZbyZiel pisze o „siedzeniu w Pałacu przy okrągłym stole”, a Daria Nowicka o projektorze rozświetlającym historyczne mury. Sennik interpretuje to miejsce jako „koncentryczną przestrzeń spotkania”, która dzięki izolacji i pięknu przyrody pozwala na „wspólne otwarcie oczu”.

5. Traumy i pragnienia Wiele tekstów ma charakter terapeutyczny lub analityczny. Katarzyna Swinarska analizuje swój sen przez pryzmat wykładu o wypartych częściach osobowości, a Emilia Kubik traktuje sen o fortepianie jako metaforę zmian, jakie dzieci wprowadzają w życie dorosłych. Pismo staje się więc przestrzenią do eksponowania intymnych lęków i fascynacji.

Oko Nigdy Nie Śpi I 2014

Chodzi o człowieka

Z Grzegorzem Kozerą, malarzem i absolwentem warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych rozmawia Alicja Dużyk (Kurier Ostromecki 3/2015)

Alicja Dużyk: Co według ciebie istotne jest w sztuce w ogóle, a w twojej sztuce? Grzegorz Kozera: Pytanie bardzo trudne, by odpowiedzieć na nie w kilku zdaniach. Wydaje mi się, że podstawą dobrej sztuki jest jej wyjątkowość, nieuchwytność i trudność w zdefiniowaniu – to na tym polega jej wartość. Doceniam jednak obiektywne elementy, takie jak jakość wykonania, kultura kolorystyczna czy warsztat, traktując je jako narzędzia, a nie cel sam w sobie. Istotnymi czynnikami są dla mnie tajemnica oraz poczucie humoru; lubię prowadzić grę z odbiorcą poprzez plastyczne rebusy i zagadki. Ważnym składnikiem budującym napięcie są również tytuły moich prac.

AD: W jednej z recenzji czytamy, że w swoich pracach snujesz opowieść o człowieku (…), mówisz o tożsamości jednostkowej, społecznej, restrykcyjności ról, stereotypach, stygmatach społecznych, tradycjonalnej mentalności etc.? Czy to prawda? Co chcesz nam powiedzieć? GK: Człowiek z jego problemami i złożonością jest mi bardzo bliski. Nawet jeśli nie poruszam wprost tematów publicystycznych czy polityczno-społecznych, uważam, że skupiając się na własnych, osobistych doznaniach i słabościach, można zrobić wiele dla innych. To sprawia, że odbiór mojej twórczości może być tak różnorodny i wielopoziomowy, jak we wspomnianej recenzji.

AD: Jakie wrażenie wywarł na tobie Pałac Stary w Ostromecku? GK: Wywarł na mnie niesamowicie dobre wrażenie! Kontakt bezpośredni, bez wcześniejszego przygotowania czy oglądania zdjęć w internecie, był wyjątkowo przyjemny. Pałac, skryty w plastycznym pejzażu, ma w sobie magię i urok, a jego perspektywy widokowe od strony ogrodu potęgują ten pozytywny odbiór. Wnętrza stały się nietypową scenografią dla moich prac, tworząc z nimi wyjątkowy dialog w historycznym kontekście.

AD: Spytam niedyskretnie, czy udaje ci się utrzymać ze swojej twórczości artystycznej? GK: Staram się nie polegać wyłącznie na dochodach z twórczości, ponieważ obawiam się, że mogłoby to wykrzywić jej kształt i skłonić mnie do malowania pod publiczkę lub aktualne tendencje. Mam równoległą pracę, co wydaje mi się dość częstą sytuacją w środowisku artystycznym.

Chodzi o umysł

Z Dariuszem Orwatem, artystą z Wrocławia, malarzem, grafikiem, fotografem, ilustratorem i majsterkowiczem-dadaistą, rozmawia Alicja Dużyk (Kurier Ostromecki 3/2015)

Alicja Dużyk: W swojej twórczej pracy odwołujesz się do irracjonalnego zjawiska, które w technikach medytacji nazywane jest przestrzenią umysłu. W jaki sposób? Dlaczego?

Dariusz Orwat: Zacznę od fizyki kwantowej. Z doświadczeń fizyki kwantowej wyłania się obraz rzeczywistości, który wywraca do góry nogami nasz sposób postrzegania i pojmowania zjawisk. Fizycy kwantowi sądzą, że na początku wszystkiego istnieje kwantowy stan – pole energii, z którego wyłaniają się cząsteczki tworzące rzeczywistość. W tym kwantowym stanie wszystko istnieje potencjalnie. Wydaje się, że te cząsteczki manifestują się jako nasz świat dopiero wtedy, kiedy pojawi się obserwator. Tym obserwatorem jest nie tylko fizyk kwantowy, ale każdy z nas z osobna. Obecność obserwatora sprawia, że kwantowy stan zostaje zredukowany do określonego stanu, który my rozpoznajemy jako rzeczywistość. Cała ta rzeczywistość nadal jest kwantowym stanem, co znaczy, że nie zmienia się on np. w przypadku grejpfruta tylko jako grejpfrut; manifestuje się jako on, ale jego fizyczne właściwości wynikają z zorganizowania się cząsteczek, które nie miałyby miejsca, gdyby nie były obserwowane. To ma wstrząsające implikacje filozoficzne. O takiej naturze rzeczywistości wiedziano już w starożytności, np. w buddyzmie mówi się, że „pustka jest formą, a forma jest pustką”. To, co nazywamy grejpfrutem, jest tylko pewną formą przejawiania się pustki (stanu kwantowego).

AD: Sugerujesz, że niezwykle istotny jest moment, w którym nagle w naszej głowie pojawia się jakiś zachwycający pomysł, jakaś porywająca idea…

DO: Dokładnie, ten moment można nazwać otwartym stanem świadomości. To stan olśnienia, w którym umysł doświadcza wszystkiego w sposób niezwykle świeży, czemu towarzyszy uczucie rozkosznych dreszczy emocji. Artysta, który traci kontakt z tą przestrzenią umysłu, zaczyna tworzyć dzieła przypominające klopsy w sosie pomidorowym. Według buddyzmu taki stan umysłu jest zupełnie naturalny i można go utrzymywać na stałe, jednak problem polega na tym, że szybko tracimy tę poczucie świeżości na rzecz coraz bardziej skomplikowanych myśli i koncepcji. W buddyzmie uważa się, że można wytrenować umysł w bezpośrednim sposobie postrzegania rzeczywistości, aż odkryjemy, że grejpfrut jest formą przejawiającą się z pustki, a pustka to nasz własny umysł.

AD: Jak bronić się przed degrengoladą umysłu?

DO: Zacząłem zajmować się osiągnięciami współczesnej fizyki i medytacją, bo zawsze interesował mnie moment olśnienia jako chwila, w której doświadczamy umysłu jako zbioru określonej wiedzy, ale jako przestrzeni świadomości. Często nasz umysł jest zajęty „myśleniem o pierdołach”, co odbiera mu klarowność. Olśnienie jest samo w sobie naturalne i pojawia się, gdy umysł nie jest zajęty takimi myślami; to stan, który pozwala wyzwolić się z rozmielenia, co nazywamy intuicją czy natchnieniem. Nasze uporczywe trzymanie się pewnych koncepcji sprawia, że postrzegamy rzeczywistość w ograniczony sposób. Pojawia się jednak szansa na świeże spojrzenie, wyrwanie się z tego ograniczonego postrzegania.

AD: Jakie znaczenie ma w twojej sztuce humor absurdu?

DO: Stopniowo odkrywałem w sobie skłonność do humoru absurdu; już w dzieciństwie uwielbiałem komedie braci Marx i specyficzne poczucie humoru mojej sąsiadki. Fascynują mnie mistrzowie przekraczania granic wyobraźni, jak Kurt Schwitters czy John Coltrane. Uprawianie humoru absurdu pomagało mi utrzymywać stan umysłu przypominający ten „po trzech lampkach szampana”. Połączenie tego z jogą przyniosło jeszcze ciekawsze efekty. Uważam, że wszyscy powinniśmy uprawiać humor absurdu, by chronić się przed popadaniem w straszne koncepcje. Dawka humoru absurdu powinna być zalecana dla zachowania zdrowia psychicznego na co dzień. To szalony przejaw wyobraźni, który czyni nas wolnymi. Moja słabość do dadaizmu wynika właśnie z faktu, że uprawianie humoru absurdu w twórczości pozwala mi i odbiorcy „wytrącić się z tego dudusiowatego stanu istnienia”.

AD: Co jest według ciebie istotne w sztuce?

DO: Niestety nie jest możliwe walnąć umysł kapciem, by odzyskał stan przejrzystości, ale pielęgnowanie humoru absurdu i medytacja mogą pomóc uwolnić się od „nieustającego strumienia koncepcji, myśli, ocen i emocji”, które zakłócają naszą klarowność. Musimy odzyskać zdolność bezpośredniego doświadczania – na przykład smaku czekolady, zamiast bycia ciągle zajętym myślami o czymś innym. W takim rozproszeniu możemy przeżyć całe życie, nie doświadczając radości istnienia.

AD: Ludziki z kosmosu twojego umysłu po co przybyły na naszą poważną, racjonalną, wyliczoną planetę?

DO: „Ludzik z kosmosu mojego umysłu” to praca wskazująca na kosmiczny aspekt umysłu. Sugeruje ona, że umysł jest jak kosmos – kosmiczną przestrzenią. Przybył on na naszą planetę, zdominowaną przez ideę posiadania i ograniczoną pojęciowo, jako „ambasador kosmicznej przestrzeni, otwartego stanu świadomości”, by przypomnieć o radości bycia tu i teraz.

AD: Jakie wrażenie wywarł na tobie Pałac Stary w Ostromecku?

DO: Jestem bardzo zadowolony, że mogłem pokazać swoje prace w tych wnętrzach dzięki zaproszeniu fundacji Kultury Rozruchu do projektu „Oko Nigdy Nie Śpi”. Eksponowanie moich „dadaistycznych cacuszek” w wysublimowanych wnętrzach pałacowych było nie lada gratką. Starałem się wkomponować prace z dyskrecją, by pasowały do wystroju. To była jedna z moich najlepszych ekspozycji; mógłbym w tym pałacu nawet zamieszkać razem ze swoimi pracami.

AD: Czy udaje ci się utrzymać ze swojej twórczości artystycznej?

DO: Sztuka humoru absurdu nie sprzedaje się najlepiej w Polsce. Staram się funkcjonować, łącząc różne aktywności, co porównuję do „zgrabnego ujmowania” tego, co jest dla mnie „cebulką kwiatu” – wątłym, ale niesamowitym kwiatostanem.

Oto alfabetyczna lista artystów i prelegentów biorących udział w pierwszej edycji festiwalu Oko nigdy nie śpi (SEN I), uporządkowana według nazwisk:

  • Kaja Cykalewicz – instalacje.
  • Grupa Czarny Karzeł
  • Tomasz Dziedziejko – videoinstalacja.
  • Bogdan Dziworski – spotkanie autorskie.
  • Jakub Elwertowski – instalacja.
  • Marcin Giżycki – wykład.
  • Krzysztof Gruse – wystawa.
  • Aneta Jankowska – performance/warsztat.
  • Justyna Jułga – wystawa malarstwa.
  • Andrzej Kaliski – wystawa.
  • Selena Kimball – wystawa kolaży.
  • Kamila Kosecka – performance/warsztat.
  • Wojciech Kowalczyk – performance.
  • Adam Kruk – performance.
  • Sebastian Kwidziński – wystawa scenografii filmowej.
  • Renata Lachowska – taniec.
  • Kordian Lewandowski – performance.
  • Tomasz Licak – instalacje.
  • Emilia Malczyk – performance/warsztat.
  • Danuta Milewska – wystawa fotografii.
  • Danuta Nawrocka – performance.
  • Dariusz Orwat – koncert.
  • Łukasz Owczarzak – wystawa fotografii „Anima Animals”.
  • Grzegorz Pleszyński – performance i koncert.
  • Grażyna Rigall – instalacja wizualna „Zielnik Czarownic”.
  • Diana Ronnberg – performance.
  • Marcin Rozczyniała – wystawa scenografii filmowej.
  • Piotr Różycki – instalacja „Dzieciństwo”.
  • Katarzyna Swinarska – instalacja wizualna „Zielnik Czarownic”.
  • Sławomir Szudrowicz – koncert.
  • Jacek Szymczak – warsztaty (według źródeł nie odbyły się).
  • Arkadiusz Tabero – wykład.
  • Agnieszka Taborska – wykład autorski.
  • Andrzej Turczynowicz – koncert.
  • Arkadiusz Wojtasiewicz
  • ZbyZiel — performance „Czytanie II”, kurator wystaw, red. „Sennika”.